Żurawnica

Posted on

12 lipca wraz z Franią postanowiliśmy „zdobyć” Żurawnicę. Szczyt, który leżał najdalej od Bielska-Białej dlatego też zostawiliśmy go na sam koniec (prawie). Planowana trasa standardowo tutaj.

No to w drogę

Podjechaliśmy samochodem do Krzeszowa, na sam koniec asfaltowej drogi pod zielony szlak skąd wyruszyliśmy w kierunku Żurawnicy.

„Idziemy?”

Początkowo szlak biegnie po szerokiej drodze leśnej. Bez problemu do przejścia.

„Trochę błotka”

Po około 500 metrach szlak skręca w lewo i wchodzi bardziej w las.

„No to teraz w lewo”

Wtedy zaczynają się pierwsze schody. Gdyby nie droga wyjeżdżona przez quady oraz crossy byłaby cała zarośnięta. Jednak twardo idziemy.

„No przedzieraj się przez te chaszcze „

Po przedostaniu się przez łąki docieramy już do końcowego lasu i pojawiają się kolejne schody 🙂 Tym razem brak przyczepności. Wspomniane wyżej quady i crossy „przeorały” szlak. Dodatkowo szliśmy po kilku dniach opadów dlatego to nie pomagało.

Błotka ciąg dalszy 🙂

Im wyżej tym bardziej klimatycznie 🙂 Zaczynają się skały, z których słynie Żurawnica. Odbijamy na kilka minut ze szlaku by zobaczyć co jest u góry.

Królowa Franciszka I po raz 1.

Obowiązkowe zdjęcie i wracamy na zielony szlak, który biegnie śliskim trawersem.

„Tam nie idziemy”

Po lewej stronie las a po prawej skały.

„Fajnie tu”

Po kilku minutach walki z przyczepnością docieramy do szczytu Żurawnicy. Może nie do końca szczytu gdyż na mapach turystycznych szczyt jest w innym miejscu 🙂

Żurawnica
Królowa Franciszka I po raz 2 🙂

Przez lekkie zamroczenie poszliśmy w złą stronę 😀 Zamiast od razu schodzić czerwonym szlakiem w dół ruszyliśmy dalej do skrzyżowania, które miałem zapamiętane w planowaniu trasy. No ale z racji, że tabliczka szczytowa była na tym skrzyżowaniu to inna bajka 😀

„Czy my dobrze idziemy?”

Po kilkuset metrach zauważyłem nasz nawigacyjny błąd ale postanowiłem, że nie będziemy się wracać tylko Daria, która czekała na nas w aucie wyruszy w naszym kierunku bo i tak potem mieliśmy jechać w kierunku Świnnej Poręby.

„Chyba nie”

Zrobiliśmy dodatkowo kilka kilometrów. Doszliśmy do Cyrchla i postanowiliśmy iść na przestrzał przez las wzdłuż rzeczki do Śleszowic gdzie podjechała pod nas Daria 😀

„Bierzemy tego grzyba??”

Podsumowanie

Trasa miała wyglądać inaczej ale wiadomo jak to bywa 🙂 Jednak jedno muszę przyznać: wycieczka ta była chyba najbardziej klimatyczna wraz z Łamaną Skałą zimą w całej Koronie Beskidu Małego. Trasa należy do bardzo łatwych i każdy sobie bez problemu da radę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *